Wspominać wieczorem swoją (byłą) miłość i następnego dnia rano ją spotkać? W dodatku przez czysty przypadek i zbieg okoliczności?
~*~
Po czterech dniach nieobecności poszłam dzisiaj do szkoły. Z samego rana nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego, poza tym, że zadzwoniła przyjaciółka i z uwagi na to, że nie widziałyśmy się przez kilka dni, poprosiła, abyśmy spotkały się po ósmej w zajezdni, gdzie przesiądziemy się w następny autobus. Zgodziłam się. Później nam się skomplikowało, miałyśmy jechać inaczej. Poszłam na przystanek, patrzę - jedzie autobus na zajezdnię. Miałam dużo czasu, więc pojechałam. W międzyczasie zadzwoniłam do niej, że zaczekam. Tak wylądowałam o 8:30 na zajezdni. Za chwilę jednak przyjechała i Ona więc pojechałyśmy do centrum. Zrezygnowałyśmy z pierwszej lekcji i pojechałyśmy kawałek dalej, aby zahaczyć w samym centrum o nasz ulubiony kiosk. Kiedy już opuściłyśmy autobus i udałyśmy się w kierunku danego sklepu, musiałyśmy przejść dwa przejścia przez jezdnię.
Środek miasta, więc tłok, ludzi pełno, samochody jeżdżą, a ja szukałam portfela na środku chodnika. Ona stała obok, opowiadając o swoim byłym chłopaku. Co jakiś czas przerywałyśmy jej opowiadanie salwą śmiechu. Szukania portfela w wielkiej Czarnej Dziurze ciąg dalszy. (a jest duży i czerwony, no błagam!)
- Chciałam go zablokować. Serio.
- I dlaczego nie zablokowałaś?
- Nie no chciałam, ale.. No nie. Nie.
W tym momencie spojrzałam na nią badawczo, zdziwiona lekko, że przerwała. Nie za bardzo zrozumiałam, o co chodzi, ale widząc jej minę, od razu spostrzegłam się, że musiała zauważyć po przeciwnej stronie przejścia kogoś, kogo nie chciała (nie chciałyśmy?) spotkać. Podążając za kierunkiem jej wzroku spojrzałam na ludzi na przeciwko. Zaraz przy jezdni było ich mnóstwo. Była pani w czerwonym płaszczu, pan z koszykiem, chłopak od nas ze szkoły i inny, który przypominał naszego kolegę. Zahaczyłam więc o to.
- Co? Że Kacper? Albo wygląda jak Kacper.
- Co? Jaki Kacper? Nie!.. Duży, czerwony pompon.
Brzmi idiotycznie, co najmniej. Wiem, ale uderzyło to we mnie z mocą pioruna. Od razu wiedziałam o co chodzi, jednak zaczęłam się rozglądać pytając tylko "Gdzie? Ale gdzie?".
- Chciałam zawrócić, ale zauważył nas chyba dużo wcześniej niż ja jego. O Tobie nie wspomnę - zaśmiała się. A ja dalej go nie widziałam. Dopiero kiedy uniosłam wzrok ponad ludzi stojących naprzeciwko.. zauważyłam go.
Ten sam łobuzerski uśmiech mówiący "Witaj, piękna, cudownie wyglądasz". Ten sam wzrok. Ten sam.
Zmuszone do podążania dalej w tym kierunku (w końcu ma się jakiś honor, prawda?) ruszyłyśmy razem z zielonym światłem i tłumem ludzi. Znalazłam w końcu portfel, więc wyjęłam go, nie spuszczając z niego oczu. Czułam się strasznie.. Zawstydzona. Jak 13-latka, kiedy podoba jej się chłopak z innej klasy. Przeszłyśmy obok, ale wtedy się spojrzałam. Odważnie strasznie! Uśmiechnęłam się, wszyscy się przywitali (ja, on, ona). Ten sam łobuzerski uśmiech. TEN SAM wzrok. Aż byłam zdziwiona. Identyczny. Jak rok temu, kiedy kochałam go najmocniej.
Załatwiłyśmy zakupy (ja z drżącymi dłońmi) i ruszyłyśmy z powrotem, bo chciałyśmy załapać się na autobus w stronę szkoły, a najszybciej było jednak stamtąd. Oczywiście minęliśmy się drugi raz. Szedł zaraz obok, że prawie mogliśmy się zetknąć ramionami. Zerknęłam na niego. Uśmiechnęłam się. On się przyglądał. Pal licho, że szedł z dwoma dziewczynami. Przyglądał się mi. Tak jak kiedyś. Miłe uczucie.
~*~
Bez jakichkolwiek podtekstów. Nie jesteśmy związani od kilku miesięcy. Z resztą, zawsze to było jakieś takie.. Toksyczne trochę. Nie czuję do niego nic, poza sympatią. Sympatią, która rozbudza się właśnie w takich momentach, kiedy czuję się znowu jak cztery lata temu, kiedy się poznaliśmy. I jak dostałam od niego kwiaty. I w innych takich miłych momentach.. Dawno minęły, ale sympatia podobno pozostaje na zawsze.
Z resztą. Jeśli się kogoś kochało, to podobno zawsze się go kocha na jakiś sposób, prawda? Nie w ten sam, wykręcający serce, ale raczej.. Kocha się go jako wspomnienie części najpiękniejszych chwil. W ten sposób mogę przyznać szczerze i na pewno, że będę go kochać zawsze, właśnie tak. Kochać wspomnienie o nim, nie człowieka. Przecież nie jest już tym człowiekiem, więc jak miałabym coś do niego czuć?
Miłość przemija.
I used to be love drunk.
But now.. I'm hangover.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz