Tak więc.. Święta.
Mimo iż jestem bardzo znad morza, wychowałam się na góralskich wersjach kolęd i teraz w momencie gdy słyszę je w "powszechnie znanych" wersjach, chce mi się płakać. Przecież to radosne święta, czemu kolędy są grane w takich smutnych, jęczących melodiach? Czy nie powinno być tak, że skoro świętujemy chrześcijańskie święto, a więc świętujemy narodziny syna Bożego - nie powinniśmy się z tego cieszyć? To tak jakby urodziło się dziecko w rodzinie, a my zamiast się cieszyć to siedzimy i dumamy nad zapowiedzią jego smutnego życia. O tym, że nie będzie miał pracy i będzie cierpiał. W sumie dobrze byłoby wybrać już mu nagrobek.. NO LUDZIE.
Dlatego cieszę się, że jak myślę o kolędach, to do głowy przychodzą mi zdecydowanie takie melodie jak ta wyżej, wspomagane mnóstwem instrumentów, z których ja najbardziej słyszę skrzypce. No cóż, przynajmniej moja rodzina przeżywa święta w wesoły sposób.
Ostatnio usłyszałam stwierdzenie, że magia świąt zniknęła w miejscu, w którym zdecydowaliśmy się opuścić dzieciństwo. Teraz święta to już tylko konsumpcjonizm i materializm.
Ciężki temat, bo różne są rodziny, różne relacje, różna przeszłość.
Osobiście nie uważam, żeby to stwierdzenie było prawdą, ale to tylko dlatego, że w mojej rodzinie magia pozostała. Tylko i wyłącznie dlatego przeżywam święta w taki sposób, że jadąc do nich w grudniu odcinam się od reszty świata. Tylko dlatego to tak dla mnie wygląda.
Reszta jest smutna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz