W środę wyjechałam z miasta. Rano poszłam do szkoły, ściągnęłam na sprawdzianie i urwałam się z lekcji już o 9 - po to, by spotkać się z przyjaciółką i spędzić z nią trochę czasu przed świętami. Pociąg miałam o 14, ale nie byłam nawet spakowana, więc posiedziałam z nią tylko ze trzy godziny. Dla mnie (nas) to tylko trzy godziny, mijają nie wiadomo kiedy.
Po 14 załapałam się na pociąg z siostrą, która przyjechała do mnie kilka dni wcześniej. Przegadałyśmy całe prawie trzy godziny, brakowało mi tego.
A w czwartek zachorowałam i do tej pory kicham, prycham i wszystko co możliwe. Wiem, kiedy zachorować - święta to po prostu IDEALNY czas. (ironia) Chociaż w tym roku i tak nie będą zbyt ciekawe.. Siostra wyjeżdża, pół rodziny skłóconej. Mam dosyć wszystkiego, chciałabym się odciąć tak kompletnie od wszystkiego na dwa tygodnie, a tu już za trzy dni rodzina przyjeżdża..
Obecnie przebywam u siostry w mieszkaniu. W tym samym bloku mieszka kilka ciekawych osób. Są to głównie ludzie w wieku mojej siostry i jej męża, ale jeden mężczyzna przykuł moją uwagę. Na sam początek trzeba zaznaczyć, że nie jesteśmy w żadnym z tych największych miast. Nie pokazują go na mapie podczas podawania pogody w TVP. Jednak.. Jest to dalej Polska. Tak więc w bloku mojej siostry mieszka transwestyta.
Zapowiedziałam to, jakby było to wielką, niesamowitą informacją. Jakby miał cztery nogi, dwie głowy i osiem par oczu. I zrobiłam to nieumyślnie. Właśnie o tym chciałam opowiedzieć.
Ludzie reagują na niego różnie. Jedni witają się z nim z normalnym, zwyczajnym uśmiechem, inni chichoczą, jeszcze inni uciekają, zamykając szybciej drzwi, aby tylko nie spotkać się z nim w przejściu. Moja rodzina na szczęście należy do pierwszej grupy, jednak styka się też z drugą. Mąż mojej siostry nie jest zbyt.. Tolerancyjny. Pan o którym opowiadam nosi bardzo wysokie szpilki. Z tego co zauważyłam, jest to nieodłączny element jego codziennego stroju, chociaż jakby spojrzeć od pasa w górę, to wygląda jak zwyczajny facet. Ma długie włosy, brodę, skórzaną kurtkę. I szpilki. Jednak widziano go również w sukienkach, spódniczkach, makijażu etc. Ale chyba może żyć, tak jak się jemu podoba, prawda? Ucieka na schodach, żeby na nikogo nie wpaść. Ma dosyć.. Groźną minę. Moim zdaniem jest to rodzaj obrony. Mieszkający tutaj stwierdzili, że jest nieprzyjemny, bo zawsze wygląda jakby był gotowy do "ataku", a dla mnie jest to oczywiste, że owszem, jest przygotowany do ataku, ale skierowanego w jego stronę. Jest gotowy, aby się bronić. Ale nie chciałam w sumie mówić o tolerancji czy też jej braku w naszym kraju, bo zdania są podzielone. Jest, nie ma. Ludzie są różni. Są tolerancyjni, otwarci i są tacy, którzy stoją murem za "normalnością" i też mają do tego prawo, byleby nie byli agresywni, ale to tyczy się również 'tolerancyjnych' - taki oto jest mój pogląd. Żyjmy i dajmy żyć innym.
Chciałam raczej pomówić o tym, że wszyscy jednak jesteśmy ludźmi i odzywają się w nas jakieś głęboko osadzone myśli, które nawet tych tolerancyjnych - lub tak siebie określających - sprowadzają do miana nietolerancyjnych. Opowiem ze wstydem na przykładzie swoim i swojej siostry. Obie jesteśmy - i tu trzeba przyznać, że poza tym co się zdarzyło, to serio jesteśmy - tolerancyjne. Kiedy zadzwoniła do mnie ze dwa miesiące temu, że obok niej wprowadził się ciekawy mężczyzna, obie parsknęłyśmy śmiechem. Opowiadała, jak to nosi szpilki i jeździ w nich na rowerze. Pamiętam, jak najpierw mnie to strasznie rozbawiło. Pamiętam również to uczucie wstydu, które okrywało mnie niczym cień. Po kawałeczku, stopniowo, aż do końca. Dalej jest mi wstyd, że na początku mnie coś tu rozśmieszyło. Pan wygląda naprawdę sympatycznie i jest mi go szkoda, że żyje z uczuciem, że ktoś go zaatakuje. Wieczorem, kiedy połowa bloku wychodzi na papierosa w któreś miejsce, czy to obok budynku, czy to na taras - on, również palący, już nie wychodzi. Może po prostu nie lubi palić wieczorem, ale może również się bać. Wiem, że dziwnie reagują na niego ludzie, ale wiem również, że duża ilość stara się być dla niego miła i pozwalać mu żyć tak, jak chce. A to się chwali.
Może nie jest idealnie. Prawdopodobnie nigdy nie będzie. Bo co to znaczy idealnie? Nigdy raczej nie będzie tak, że wszyscy będą tolerancyjni, skoro nawet w moim, młodym pokoleniu wyrastają już ludzie, którzy uważają że na przykład homoseksualizm to choroba i należy to zwalczać. Oni będą mieć dzieci, będą wpajać im tą naukę i to się będzie ciągnąć przez kolejne pokolenia. Ja miałam szczęście wyrastać w rodzinie, która kierowała się właśnie myślą "żyj i daj żyć innym", pomimo, że również z moimi rodzicami mamy różne poglądy na wiele spraw, co nie zmienia faktu, że jesteśmy w stanie nawzajem siebie wysłuchać. Dużo mnie nauczyli w tym temacie. Mój ojciec ironicznie podchodzi do sprawy gejów i lesbijek, ale nie kłóci się z nami, gdy ktoś ma znajomego homoseksualistę (np. ja). Ale istnieją przecież też tacy ludzie, co gejowi ręki nie uścisną. To już jest podejście złe, bo nie traktuje się drugiej osoby jak człowieka, którym przecież jest.
Ciężki temat. Ale chyba lepiej być szczerym człowiekiem i zauważając swój błąd zreflektować się, niż trwać w nim w dumie. Ciężka sprawa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz